Mam trzy latka, trzy i pół sięgam brodą ponad stół. Ale tym razem ten wierszyk jest opowiadany w sali szpitala onkologicznego, z dala od swoich rówieśników. Zamiast, przedszkola Sandra jest właśnie w szpitalu, zachorowała na białaczkę i toczy nierówną walkę.Zamiast, grać malować, bawić się spędza wspólnie czas z rodzicami w szpitalu onkologicznym. Już tak w młodym wieku, stawia czoło chorobie. Stawka o jaką gra się toczy to życie.


Maja ma 7 lat. Jest roześmianą, pełna energii dziewczynką. W czerwcu 2012 roku zaczęła nagle chudnąć, ciągle prosiła o picie a ulubione zabawy przestały ją interesować. Po badaniach okazało się, że zachorowała na cukrzycę I typu (insulinozależną)- po przyjęciu do szpitala poziom cukru w jej krwi wynosił 840. Jednocześnie wykryto, że cukrzyca doprowadziła do celiakii, która zmusza Maję do bezwzględnego przestrzegania diety bezglutenowej i bezlaktozowej. Po miesiącu córeczka została podłączona do pompy insulinowej, dzięki której nie musi być kłuta penem 5 razy na dobę. Co 2 miesiące musimy jeździć na kontrole do Poradni Diabetologicznej w Warszawie, a co pół roku Majusia jest poddawana szeregowi szczegółowych badań lekarskich. Życie naszej rodziny od 3 lat kręci się wokół choroby, która bardzo obniżyła jej odporność, a każda infekcja powoduje ogromne wahania cukrów, mogących przyspieszyć wystąpienie powikłań cukrzycowych. Dlatego, aby mieć kontrolę nad cukrami, potrzebny jest transmiter do pompy insulinowej oraz elektrody (nie refundowane przez NFZ), które zmienia się co 4 dni. Koszt transmitera MiniLink (ok. 1450 zł) oraz miesięczny koszt wymiany sensorów (elektrod enzymatycznych) Enlite to ok. 2000 zł, co niestety przekracza nasze możliwości finansowe. Dlatego będziemy wdzięczni za każdą złotówkę przekazaną na nasze dziecko.
Mianem jaskry określa się wieloczynnikową grupę chorób, której charakterystyczną cechą jest postępująca neuropatia (specyficzne uszkodzenie) nerwu wzrokowego, a w jej efekcie ubytki w polu widzenia.
Podstawowym czynnikiem ryzyka powstania tej neuropatii jest zbyt wysokie ciśnienie wewnątrzgałkowe. Jaskra wrodzona jest wynikiem wrodzonych nieprawidłowości w budowie kąta rogówkowo-tęczówkowego gałki ocznej (kąta przesączania; zob. Badanie kąta przesączania [gonioskopia]), co utrudnia odpływ cieczy wodnistej z gałki ocznej i prowadzi do zwiększenia ciśnienia wewnątrzgałkowego już w życiu płodowym. Stopień zaawansowania zaburzeń rozwojowych jest niejednakowy, gdyż zależy od rozwoju anomalii (dysgenezy) struktur kąta przesączania u dzieci z jaskrą wrodzoną, co wpływa na ujawnienie się choroby w różnym czasie. Zmianom tym nie towarzyszą żadne inne nieprawidłowości w budowie gałki ocznej ani zaburzenia układowe.
Celiakia (choroba trzewna, glutenozależna choroba trzewna, enteropatia z nadwrażliwości na gluten) – choroba uwarunkowana odpowiedzią immunologiczną organizmu wywołaną przez gluten i związane z nim prolaminy, występująca u osób genetycznie predysponowanych. Charakteryzuje się obecnością objawów klinicznych zależnych od glutenu, obecnością w surowicy przeciwciałspecyficznych dla choroby trzewnej, HLA-DQ2 i/lub DQ8 oraz enteropatią
Podaruj 1% na jego leczenie i rehabilitację.
Marek Grzelakowski, choruje na parkinsona jego życie zależne jest od drugiej osoby. Możesz mu pomóc darując 1% swojego podatku. W celu szczegółowym w PIT wpisz dla Marka Grzelakowskiego
[prettyfilelink size=”606 kB” src=”https://breadoflife.pl/wp-content/uploads/2015/01/marek.jpg” type=”img”]marek[/prettyfilelink]
Krzysztof Wawrzyniak zachorował na czerniaka, czeka go długa, wyczerpująca chemioterapia oraz rehabilitacja. Możesz mu pomóc, darując mu 1% swojego podatku. W formularzu PIT w celu szczegółowym wpisz dla Krzysztofa Wawrzyniaka
[prettyfilelink size=”2 MB” src=”https://breadoflife.pl/wp-content/uploads/2015/01/krzysztof-wawrzyniak..png” type=”img”]krzysztof wawrzyniak.[/prettyfilelink]
Jestem Hania. Mam 3,5 roku i bardzo lubię Dorę, małą podróżniczkę i tak jak
ona uwielbiam wycieczki. Od półtora roku, często jeżdżę do szpitala w
Poznaniu, ale tych wycieczek jednak nie lubię. Wszystko przez raka.
Wkrótce po moich 2 urodzinach okazało się, że mam guza w nadnerczu.
Operacja odbyła się bardzo szybko, lekarze guza wycięli, ale na tym się nie
skończyło. Mama bardzo płakała, bo powiedziano jej, że to nowotwór III
stopnia złośliwości, więc mi też było smutno.

Zaczęła się chemioterapia, bardzo często jeździłam z rodzicami do
szpitala: czasem tylko na jeden dzień, a czasem na miesiąc. Pielęgniarki
podłączały mi dużo rurek i często kłuły igłami. Buntowałam się trochę,
byłam dzielna, bo mama zawsze była ze mną. Pewnego dnia zaczęły mi wypadać
włosy, było to nawet zabawne. Mogłam wziąć je w garść i połaskotać się w
gołą stopę. Po trzech dniach byłam już łysiutka, zupełnie jak inne dzieci
na oddziale. Wszyscy naokoło mnie, także w domu zaczęli nosić maski na
twarzy, a ja chciałam, żeby tata dał mi buziaka. Przez pewien czas nikt nie
mógł nas odwiedzić, patrzyłam tylko na ciocie i wujków robiących głupie
miny za oknem okno. Nie rozumiałam, dlaczego nie mogę wyjść na spacer, była
taka piękna wiosna.
Któregoś razu do Poznania pojechała ze mną babcia, bo u mamy w brzuchu był
mój braciszek, który chciał za szybko do mnie wyjść i dlatego mama
pojechała do innego szpitala. Teraz to babcia spała na podłodze koło łóżka,
albo tata, który jeździł między dwoma szpitalami. Po dwóch miesiącach,
rodzice przywieźli do domu mojego maleńkiego braciszka Franka.
Po chemii kroplówkowej zaczęła się chemia tabletkowa, która trwa do dziś.
Grzecznie wszystko łykałam, ale mój brzuszek nie radził sobie z
przyjmowaniem 10 tabletek dwa razy dziennie, więc założono mi PEG. To taka
rurka w brzuszku, przez którą mama i tata podają strzykawkami sproszkowane
duże tabletki. Nazywamy ją Pegi, mówię, że to moja przyjaciółka, która
zawsze ze mną jest i czasem trzeba ją nakarmić. Gdy tańczę lub skaczę muszę
uważać, żeby nie zahaczyć o tę rurkę.
Nadal często jeżdżę do szpitala, badają mnie tam endokrynolodzy i
onkolodzy. Polubiłam panie pielęgniarki, doktorów i inne dzieci. Moją
ulubioną zabawą jest „w lekarza”. Wszystkich badam, robię zastrzyki i
podłączam kroplówki. Jak są grzeczni dostają kolorową naklejkę „Dzielny
pacjent”. Najbardziej na świecie chciałabym być już zupełnie zdrowa i jak
inne dzieci chodzić do przedszkola.
Oliwia Kubicka ma 10 lat, ta pełna energii, cudowna i zawsze uśmiechnięta dziewczyna we wrześniu 2014 roku niespodziewanie zachorował na Młodzieńczą białaczkę mielomonocytową. Obecnie po przeszczepie z wysoko podniesioną głową walczy z chorobą, nie poddaje się. Przed nią jeszcze długa droga. Wsparcie i przekazanie 1% podatku zapewni jej leczenie oraz rehabilitację. Dzięki ludziom Dobrego Serca będzie to możliwe.Wszystkim darczyńcom, którzy zapragną pomóc Oliwce i zdecydują się przekazać 1% podatku składamy serdeczne podziękowania.To nic nie kosztuje, a dla Oliwii znaczy bardzo wiele.
Moja historia choroby do postawienia prawidłowej diagnozy trwała dość długo. W 2008 roku trafiłam do pulmonologa, który stwierdził astmę a następnie rozedmę płuc, a ja ciągle traciłam siłę i nie mogłam wysiłkowo poradzić sobie z pracą, czy swoimi małymi pasjami jak wycieczki w góry lub taniec. W 2013r. lekarze wykonali rezonans magnetyczny głowy, wykazał guza przysadki mózgowej. Trafiłam do Warszawy gdzie w szpitalu na neurochirurgii miałam operację głowy. W styczniu 2014r. dostałam się do szpitala w Krakowie na oddział pulmonologiczny, gdzie wykryto mi w brzuchu zmiany (różnie to określali): tętniak, żylak, naczyniak, guzy, torbiele, twór niejednolity, guzy narządów rodnych. W lutym na oddziale ginekologicznym przeszłam operację, miały być wycięte wszystkie narządy rodne ale tego nie zrobili, lekarze nie wyznali się. W dalszym ciągu nie można było stwierdzić co to jest. Lekarka podejrzewała u mnie LAM ale musiałam przejść kolejną operację biopsję płuca. W lipcu 2014 r. potwierdzona została rzadka i jak na razie dotąd nieuleczalna choroba- limfangioleiomiomatoza oraz PECOMA w obrębie jamy brzusznej. Problem sprawia mi nawet najdrobniejszy wysiłek z trudem wychodzę na pierwsze piętro. Z badań wynika, że moje płuca są bardzo zajęte lam i pracują na 30%. Wymagam dalszego leczenia oraz specjalistycznego sprzętu, który ułatwia codzienne oddychanie.
Wszystkie osoby, które zechciałyby pomóc Dorotce proszone są o wpłaty darowizn na konto Fundacji: 76 1090 1346 0000 0001 1455 5351 w tytule wpłaty wpisując „Pomoc dla Doroty Czaja”,
lub przekazanie 1 % podatku (nr KRS:0000268931, z dopiskiem „Dla Doroty Czaja”).
Okażmy serce i pomóżmy.
Dziękuje za każdą, nawet najdrobniejszą pomoc finansową, która pomoże mi dalej żyć i walczyć z chorobą.
Dorota.









