Wiktoria Tomaszewska urodziła się w 08.10. 2007 r. i jest pełną radości życia dziewczynką, która od wczesnego dzieciństwa dzielnie walczy ze swoją niepełnosprawnością. Kiedy miała cztery miesiące i była pod opieką swoich rodziców nastąpił ciężki epizod zatrzymania krążenia i oddychania, Wiktoria przeżyła śmierć kliniczną. Po tym incydencie postanowiłam wychowywać swoją wnusię i zostałam dla niej Rodziną Zastępczą, oraz Opiekunem Prawnym. Od tamtego momentu Wiktorka choruje na mózgowe porażenie dziecięce z niedowładem spastycznym czterokończynowym, korowe uszkodzenie wzroku (widzi do 1 m.), małogłowie, przeszła także operację usunięcia krwiaka podtwardówkowego znad lewej półkuli mózgu. Jakiś czas temu zdiagnozowano u niej zwichnięcie prawego stawu biodrowego, przez co przeszła trzy operacje, przeprowadzone w Otwocku – Szpital im. Prof. Adama Grucy. Pierwsza odbyła się w sierpniu 2016 r. Druga w styczniu 2017 r. Trzecia w lipcu 2019 r. Takie leczenie operacyjne musi być zsynchronizowane z odpowiednio zaplanowaną następnie systematyczną rehabilitacją, która będzie prowadziła do przywrócenia biodrom sprawności, oraz do dalszej poprawy funkcjonalności. W zeszłym roku zdiagnozowano u niej  hiperkifoze piersiową, hiperlordoze lędźwiową i hiperlordoze szyjną. Konieczny był zakup bardzo drogiego specjalistycznego wózka wraz ze specjalistycznym siedziskiem, które utrzymuje jej sylwetkę w poprawnym ułożeniu, oraz pomaga osiągnąć optymalną pozycję całego ciała w pozycji siedzącej, a także zapobiega pogłębianiu się dalszych krzywizn, wad postawy, oraz innymi deformacjami ciała. Ze względu na opóźniony rozwój psycho-ruchowy konieczna jest stała i systematyczna rehabilitacja. Mimo, iż Wiktoria nie jest i nigdy nie będzie samodzielna, to regularna rehabilitacja daje jej dużą szansę na łatwiejsze życie i codzienne sprawniejsze funkcjonowanie bez bólu. Pochłania to dużo pracy, jednak co najważniejsze, rehabilitacji jakiej potrzebuje Wiktoria nie refunduje NFZ, a ta jest bardzo kosztowna. Niestety, pokaźna suma potrzebna na jej opłacanie, jest dla mnie nieosiągalna. Musiałam zrezygnować z pracy, aby móc opiekować się wnuczką 24 godziny, bo takiej opieki wymaga. Nie udźwignę tego sama, dlatego proszę o pomoc ! Nie poddajemy się jednak i dzielnie walczymy każdego dnia – Wiktoria ze swoją niepełnosprawnością – a ja o to, co jest najlepsze dla mojej wnuczki. Walczę o nią – o jej dalsze życie i sprawność ! Z nadzieją rozpoczynam każdy kolejny dzień i wierzę, że życie Wiktorki będzie lepsze, a to jest możliwe tylko dzięki Wam !!! Chcę jak najdłużej – w miarę swoich sił opiekować się wnuczką,  która jest dla mnie całym światem. Nie poddaję się, bo Kocham ją nad życie .

Dlatego proszę wszystkich ludzi dobrej woli o dokonanie chociażby malutkiej wpłaty. Zebrane środki pozwolą zapewnić Wiktorii odpowiednie leczenie i rehabilitację.

Dziękujemy za okazane wsparcie – Wiktoria z Babcią

Wpisz nr KRS 0000268931

Cel szczegółowy Wiktoria Tomaszewska 

Rozlicz PIT on line ?

https://www.e-pity.pl/pity-2023/akcja-e-life-jeden-procent-2024-KRS-0000268931–41065

Niedowład to obniżenie siły mięśni (najczęściej nóg lub ręki), które powoduje ograniczenie zakresu ruchów. Niedowład może być wynikiem uszkodzenia układu nerwowego, a konkretnie ośrodków ruchowych w mózgu, lub zmian w mięśniach. Wyróżnia się:

  • niedowład spastyczny,
  • niedowład wiotki ,
  • niedowładzie połowiczym (hemipareza), który może być prawostronny lub lewostronny.

W tym momencie córka ma problrm z chodzeniem odczuwa duży ból. Julka nie jest sprawna nie może normalnie się bawić potrzebuje operacji oraz stałej rehabilitacji by mogła normalnie funkcjonować na codzień.

Zwracamy się do Państwa, z prośbą o wsparcie w rehabilitacji naszej córki

 

 

[prettyfilelink size=”157 KB” src=”https://breadoflife.pl/wp-content/uploads/2017/10/Julka-Tomaszewska-1.pdf” type=”pdf”]Julka Tomaszewska 1%[/prettyfilelink]

Najpierw w wieku 5-6 lat chciała tańczyć balet,jednak pózniej postanowiła że będzie to hip-hop który zresztą zafascynował ją bardzo.Niestety plany i marzenia przerwała ciężka choroba a smutny scenariusz jaki napisało życie wszedł w życie jej i jej rodziny z początkiem roku 2013 .Wtedy to pojawiły się pierwsze objawy zwiastujące chorobę,po kilku dniach nawracających bólów głowy 28.01.2013r.postawiono diagnozę która brzmiała..nowotwór – guz móżdżku.

Szok, niedowierzanie i wciąż nasuwające się pytania…ale jak to? Dlaczego? przecież nigdy nie chorowała.

Operacja odbyła się dzień później w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi w trybie pilnym, ponieważ guz naciekał już na pień mózgu. Trwała blisko 4 godziny i niosła ze sobą ogromną wiarę i nadzieję że przebiegnie zgodnie z planem i wszystko będzie dobrze. Niestety stało się inaczej. Po operacji nasza córka była w bardzo ciężkim stanie, przez 6 dni przebywała na OIOM-ie w śpiączce podłączona pod respirator. Po wybudzeniu okazało się że nie ma z nią żadnego kontaktu poza uściskiem dłoni i mrugnięciem powiek. Nie potrafiła mówić, poruszać się, jeść-karmiona była przez sondę, co więcej- kilka tygodni po operacji wystąpiło wodogłowie zagrażające funkcjonowaniu mózgu. Oznaczało to kolejny zabieg, tym razem wszczepienia zastawki. Rokowania długotrwałego powrotu do zdrowia.

Aktualnie życie naszej córki,Julki to głównie rehabilitacja i każdego dnia walka o odzyskanie sprawności i samodzielności.
Julka mówi już wszystko choć bardzo wolno i nie do końca wyraźnie – mowa jest skandowana, dyzartryczna .Potrafi również samodzielnie jeść – pół roku po operacji została odłączona sonda. Nie byłoby to możliwe bez ciągłych ćwiczeń i wytrwałości. Na chwilę obecną wciąż jeszcze nie chodzi samodzielnie ze względu na duże deficyty ruchowe spowodowane ogromnymi zaburzeniami równowagi tzw. ataksja móżdżkowa. Występuje również spowolnienie ruchowe i niezborność czterokończynowa oraz porażenie nerwu twarzowego lewego które doprowadziło do braku czucia rogówkowego w lewym oku, lecz pomimo tak trudnych i ciężkich doznań Julka wierzy że uda jej się wrócić do zdrowia, od 4 lat daje z siebie wszystko i z utęsknieniem czeka na dni kiedy znów będzie mogła biegać, wie że taki dzień nadejdzie a ona znów będzie mogła spełniać swe dziecięce marzenia które tak okrutnie przerwał los.

Ze względu na widoczne postępy Julki w rozwoju psycho-ruchowym ,wskazane jest kontynuowanie leczenia usprawniającego co wiąże się z koniecznością pobytu na kolejnych turnusach rehabilitacyjnych. Optymalne warunki dla postępującej terapii zapewni co najmniej 5-6 turnusów w roku tj.2 tygodnie intensywnego usprawniania,6 tygodni przerwy. Pełen koszt pobytu na turnusie wynosi z  dojazdem 5770.

Dlatego będziemy wdzięczni za każdą okazaną pomoc za którą z góry z całego serca dziękujemy
Rodzice

 

Dla każdego z nas febra jest nieznośna, przysparzająca dużo problemów, piecze boli, nie można pić, utrudnia jedzenie. Niemal, każdy z nas posiadał ją raz w życiu, możemy śmiało napisać, iż większość nie chce wracać do wspomnień z nią związanych  w życiu codziennym.

Nasza bohaterka Marta nie ma febry, ale ma jednostronne rozszczepem wargi i wyrostka zębodołowego. Jej usta są oszpecone… czeka ją wiele zabiegów, dojazdów do specjalistów

Poza tym, aby Marta rozwijała się  prawidłowo rodzice muszą zapewnić jej odpowiednią terapię i  stałą opiekę specjalistów z kilku dziedzin: chirurga, logopedy, ortodonty oraz foniatry.

Mimo, iż zabiegi oraz terapia jest refundowana przez NFZ to z uwagi na długi czas oczekiwania na realizację świadczeń od roku do dwóch lat  musimy skorzystać z prywatnej praktyki specjalistów.  Jesteśmy także  świadomi tego, że niektóre zabiegi będziemy musieli sfinansować samodzielnie,  dlatego też zwracamy się z prośbą o pomoc, po to aby Marta mogła nie wstydzić się pocałować tatę oraz mamę

[prettyfilelink size=”46 KB” src=”https://breadoflife.pl/wp-content/uploads/2017/07/Marta-Krzywda.pdf” type=”pdf”]Marta Krzywda[/prettyfilelink]

 

 

 

DSC_3968

     Mam na imię Monika, mam 37 lat. jestem mamą samotnie wychowującą dwójkę synów w wieku 5 i 6 lat  – i mam inwazyjnego raka piersi. Na szczycie moich pragnień jest powrócić do pełni sił, wyzdrowieć i móc wychować moich wspaniałych chłopców. Proza życia potoczyła się tak, że spotkała mnie perspektywa samotnego macierzyństwa, było to niezwykle trudne doświadczenie, ale starałam się być silna, wytrzymała, dobrze zorganizowana i starałam się iść naprzód wbrew przeciwnościom losu. Tata chłopców wybrał nową rodzinę, nie ma z synami, z własnego wyboru, żadnego kontaktu. Jako samotna mama poukładałam sobie życie najlepiej jak potrafiłam, rano odprowadzałam synków do przedszkola, szłam na 8 godzin do pracy, po pracy odbierałam chłopców, spędzaliśmy czas razem na zabawie, brałam opiekę jak byli chorzy, prałam, sprzątałam, gotowałam, robiłam zakupy – a czas szybko płynął. Nie raz brakowało rąk do pomocy, zmęczenie bardzo dawało się we znaki, ale mówiłam sobie „dam radę, jak dzieci pójdą do szkoły będzie lżej”.

          Częste infekcje, zapalenia krtani, powracająca gorączka, które się u mnie powtarzały – tłumaczyłam to sobie stresem i przemęczeniem, infekcje po jakimś czasie mijały a ja wracałam do sił – miałam dla kogo – mam dwóch utalentowanych, ukochanych łobuziaków. Nie miałam pojęcia, że były to już pierwsze symptomy zabójczej choroby, która po cichutku wkradła się w moje życie i zaczęła już małymi kroczkami zabierać moje zdrowie.

         W listopadzie, podczas kąpieli, coś zaniepokoiło mnie w mojej lewej piersi,wyczułam twarde, kuliste zgrubienie. Od razu zarejestrowałam się do onkologa, chociaż nie wierzyłam, że taki lekarz będzie mi potrzebny. Podczas wizyty, Pani onkolog robiąc usg powiedziała, że zmiana wygląda niepokojąco i trzeba niezwłocznie zrobić biopsję i mammografię piersi. Przed Świętami Bożego Narodzenia 2016 roku czas się dla mnie zatrzymał – odebrałam od lekarza wynik potwierdzający najgorszą diagnozę – złośliwy rak piersi do pilnego leczenia. Również badania genetyczne potwierdziły u mnie mutację genu BRCA1 – rodzinne obciążenie chorobą nowotworową piersi – kilka młodych kobiet z mojej rodziny zmarło na raka piersi. Nie jestem w stanie wyrażić słowami strachu jaki czułam po otrzymaniu diagnozy – mój świat runął – przed oczami stanęli mi moi synkowie – Co teraz będzie ? Kto się nimi zajmie ? Kto otoczy ich opieką ?

           Po konsylium lekarze przedstawili mi plan leczenia: na początek cykl 4 chemii czerwonych i 12 chemii białych. Następnie czeka mnie mastektomia obydwu piersi oraz usunięcie macicy i przydatków, ponieważ istnieje możliwość, że nowotwór utworzy się również tam.

         Chemię znoszę bardzo ciężko, zawroty głowy, intensywne wymioty, brak sił do życia, wypadły mi od razu moje piękne włosy, rozdrażnienie, jadłowstręt – i tak od jednej chemii do drugiej. Po chemii wracam do domu, chłopcy są przerażeni i wystraszeni, nie wiedzą co się dzieje z mamą, przytulają się, próbują pomóc, robią mamie kanapki, dla nich to nowa przerażająca rzeczywistość zamiast spokojnego, szczęśliwego dzieciństwa. Okrucieństwa losu czasami nie sposób opisać słowami.

      Dziećmi zajął się psychoonkolog, wyjaśnił im, że u mamy zmiany w wyglądzie wynikają z choroby i silnych leków które bierze, że wypadły mi włosy ale odrosną jak mama wyzdrowieje, że mama może być bardziej zmęczona niż zwykle i nie mieć sił na zabawę – dzieci mimo że są jeszcze małe próbują mnie pocieszać, że wyzdrowieję, one dodają mi sił do tej ciężkiej walki, są moim promykiem słońca.

        Czeka mnie jeszcze długie leczenie, ciężka operacja i długa rehabilitacja. Dwa tygodnie przed odebraniem diagnozy, która zrujnowała moje życie, skończyłam mi się umowa zlecenie i zostałam bez pracy. Obecnie mieszkam z dziećmi u mojej mamy, która musi pracować na pełen etat bo inaczej nie miałybyśmy środków do życia.

          Moja sytuacja życiowa i materialna jest bardzo trudna, bardzo potrzebna jest mi pomoc ludzi dobrej woli, pilnie potrzebuję zebrać środki na leczenie, rehabilitację, pomoc wykwalifikowanej pielęgniarki, która zajmie się mną w domu po chemioterapii.

            Mam dla kogo wyzdrowieć, chcę dalej objaśniać świat moim dzieciom, chłopcy codziennie zadają dużo pytań i choć nie zawsze znam odpowiedź, zawsze jej szukam…. A najważniejsze jest to, że nadal wierzę, że wyzdrowieję i zobaczę jak dorastają moi Synowie. Proszę o pomoc w tej nierównej walce z przebiegłym przeciwnikiem, z Państwa pomocą będzie mi łatwiej zdrowieć i walczyć z chorobą.

            Serdeczne Bóg zapłać wszystkim, którzy zechcą mnie wspomóc.  Monika Szydlak

 

 

Fundacja Bread of Life uprzejmie informuje, że dnia 27 maja 2017 roku, Przedszkole nr 187 w Poznaniu „Leśny Zakątek” zorganizowało dla Pani Moniki Szydlak zbiórkę publiczną podczas festynu przedszkolnego (zgoda MF nr 2017/2347/OR).Podczas zbiórki zebrano kwotę 936,30 zł (dziewięćset trzydzieści sześć złotych i 30 groszy).Zebrane środki zostały wpłacone na konto Fundacji i zostaną przeznaczone na leczenie Pani Moniki. Dziękujemy wszystkim, którzy wzięli udział w przygotowaniu zbiórki oraz Darczyńcom, którzy pomogli.

 

 

Darowizny można przekazać na nr konta:  

Fundacja Bread of Life 

Ul. Długa Goślina 1, 62-095 Murowana Goślina

76 1090 1346 0000 0001 1455 5351 – z dopiskiem dla Moniki Szydlak

 

 

Wpłaty z zagranicy: 

Fundacja Bread of Life 

Ul. Długa Goślina 1, 62-095 Murowana Goślina   POLAND 

PL76109013460000000114555351 – z dopiskiem dla Moniki Szydlak
Kod SWIFT: WBKPPLPP

Nazywam się Monika Mądra, mam 26 lat. Moja choroba rozpoczęła się w pazdzierniku 2016 Po lewej stronie szyi zauważyłam guzy, po czym mój lekarz rodzinny zlecił mi dokładne badanie. Po rentgenie zauważono nacieki na płucach i skierowano mnie do pulmonologa.Pani pulmonolog po przejrzeniu wyników badań skierowała mnie do szpitala w Poznaniu na ul. Szamarzewskiego,tam jednak poinformowali mnie ze powinnam zgłosić się do WIELKOPOLSKIEGO CENTRUM ONKOLOGI w Poznaniu. Po tej informacji skontaktowałam się z onkologiem z Wielkopolskiego Centrum Onkologii,który zlecił mi tomograf komputerowy, biopsję grubo-igłową oraz biopsję operacyjną – jedna i druga potwierdziła diagnozę – ZIARNICA ZŁOŚLIWA. Jednak żeby określić stopień zaawansowania i rozmieszczenia skierowano mnie na badanie PET który zdiagnozował ZIARNICĘ ZŁOŚLIWĄ 4 STOPNIA z zajętymi węzłami chłonnymi, śledzioną i zajęciem szpiku kostnego. Po tych wszystkich badaniach zostałam skierowana do pani hematolog która prowadzi moje leczenie w szpitalu MSW w Poznaniu, obecnie przyjmuję co dwa tygodnie chemię typu ABVD na ten moment jestem po trzeciej chemii, przede mną jeszcze długie leczenie.

 

 

Z uwagi na bardzo trudną sytuację materialną mam problem z opłaceniem leków związanych z moją chorobą oraz przejazdów do Szpitala do Poznania (mieszkam w Gnieżnie). Zwraca się do wszystkich Ludzi Dobrej Woli o wpłatę darowizn na moją rzecz, żeby Fundacja Bread of Life mogła opłacać mi leki i koszty dojazdów do Szpitala. Jestem młodą osobą, walczę o życie, ale mam szansę wygrać tyko dzięki Państwa pomocy. Los obszedł się ze mną okrutnie, ciężka choroba i brak środków na leczenie.Proszę o pomoc i dziękuję wszystkim,którzy zdecydują się mi tej pomocy udzielić.

 

Darowiznę można przekazać na nr konta:  

Fundacja Bread of Life 

Ul. Długa Goślina 1, 62-095 Murowana Goślina

76 1090 1346 0000 0001 1455 5351 – z dopiskiem dla Moniki Mądrej 

 

 

Wpłaty z zagranicy: 

Fundacja Bread of Life 

Ul. Długa Goślina 1, 62-095 Murowana Goślina   POLAND 

PL76109013460000000114555351 – z dopiskiem dla Moniki Mądrej 
Kod SWIFT: WBKPPLPP

20170410_141903

Dariusz-GłogowskiDariusz uległ poważnemu  wypadkowi przy pracy – został przygnieciony przez przęsło mostowe Doszło do NZK (nagłego zatrzymania krążenia)  – nadal nie znany jest dokładny czas ustania krążenia . Przez  15 min Darek był reanimowany przez ratownika pogotowia. Po przetransportowaniu do szpitala trafił na salę operacyjną – diagnoza: uraz wielonarządowy , rozerwanie krezki, usunięcie pękniętej śledziony, splenektomia  i resekcja jelita krętego. Nagle zostałam sama, z dwójką małych dzieci i ciężko chorym Mężem. Życie potrafi doświadczyć w najbardziej okrutny sposób.
Przez ok. 2 miesiące Dariusz utrzymywany był w sedacji (śpiącze farmakologicznej wywołanej lekami). W maju odstawiono sedację, jednak encefalopatia niedotleniowo  – niedokrwienna doprowadziła do śpiączki fizjologicznej. Niedowład 4 kończynowy spastyczny.
  Do dnia 05.07.2016 r. Darek przebywał w szpitalu na oddziale Anestezjologii i Intensywnej Terapii, następnie został wypisany do Zakładu Opiekuńczo Leczniczego. Pierwsze tak długo wyczekiwane spotkanie z dziećmi – w oczach Darka pojawiają się łzy. Darek na swój sposób daje nam znak że jest z nami. Niestety nadal jest w śpiączce. Pod okiem rehabilitanta usza z intensywną rehabilitacją. Organizm z trudem przystosowuje się do wysiłku, zmiany pozycji.
Pionizacja pozwala złagodzić napięcia spastyczne,  ale  w pozycji pionowej potrafi ustać tylko ok. 30 min. Darek jest wysadzany na wózek, zabierany na spacery staramy się otaczać go „normalnością”- przypominamy smaki, zapachy,  faktury – jak dziecka uczymy Darka  świata od nowa.
 Rehabilitacja w ośrodku przebiegała bez zarzutów,  czego jednak nie można powiedzieć o opiece pielęgniarskiej, ciągłe niedociągnięcia z tej strony utwierdzają mnie w decyzji zabrania Darka do domu.  Święta Bożego Narodzenia Darek  spędza  na przepustce , w rodzinnym gronie. Z przepustki nie wraca już do ośrodka. Obecnie przebywa w domu z rodziną. Karmiony dojelitowo przez PEG’a jedzeniem przemysłowym. Wciąż wymaga intensywnej rehabilitacji ruchowo – neurologicznej, nadal trwa obserwacja w kierunku minimalnej świadomości.
Dzieciaki starają się odnależć w tej trudnej dla nich sytuacji i również walczą o powrót Taty do zdrowia. Ćwiczą, masują , pobudzają – śmiechem , krzykiem, dotykiem, zapachem  jak tylko potrafią.
Darek walczy, ma dla kogo, a my ze swojej strony zrobimy wszystko by ta walkę mu ułatwić.            W domu Darek jest spokojniejszy – zapewne czuje, że jest u siebie .
Bardzo prosimy Was o pomoc i  wsparcie w tej trudnej dla nas  walce.
Rehabilitacja Darka jest bardzo kosztowna, razem z lekami to miesięczny koszt 2500 zł. Pilnie potrzebny jest również pionizator, ponieważ nie mam siły sama pionizować Męża –  koszt pionizatora to 10 000 zł – kwota dla nas nieosiągalna.
Radzimy sobie jak możemy, ale nasza sytuacja finansowa jest bardzo trudna.  Jako rodzina mieliśmy dużo planów, nie zrezygnujemy z tego i choć wiem że nigdy już nie będzie jak kiedyś, chciałabym aby moje Dzieci mogły cieszyć się obecnością Taty w domu i żeby nasze życie chociaż w części wyglądało jak kiedyś.
Dziękuję wszystkim ludziom o wielkich sercach, którzy zdecydują się nam pomóc.

Darowiznę można przekazać na nr konta:  

Fundacja Bread of Life 

Ul. Długa Goślina 1, 62-095 Murowana Goślina

76 1090 1346 0000 0001 1455 5351 – z dopiskiem Dariusz Głogowski 

 

Wpłaty z zagranicy: 

Fundacja Bread of Life 

Ul. Długa Goślina 1, 62-095 Murowana Goślina   POLAND 

PL76109013460000000114555351 – z dopiskiem Dariusz Głogowski 
Kod SWIFT: WBKPPLPP

Julia ma 9 lat i od urodzenia choruje na padaczkę lekkooporną.W roku 2012 po badaniu głowy wiemy że do padaczki dołączyła choroba o nazwie stwardnienie guzowate. Choroba polega na tym że,jest nie wyleczalna można ją tylko spowolnić. Przy tej chorobie są guzy w przypadku Juli w głowie i nerkach .Z powodu dużej ilości napadów padaczkowych córka ma wszczepiony stymulator nerwu błędnego i prowadzimy dietę Atkinsa.Od jakiegoś czasu mamy mniej napadów Dieta jest bardzo kosztowna.Julia zażywa lek o nazwie[phenhydan] lek musimy sprowadzać z Niemiec.Bierzemy udział w programie leku na guzy który Julia bierze od lutego tego roku.Co jakiś czas musimy jeżdzić do Warszawy na badania krwi i na badania głowy. Julia Boguniewska                                 

 

Ostatnie badanie wykazało że guzy w dalszym ciągu rosną. Z uwagi na trudną sytuację finansową Rodziny Julki, prosimy wszystkich Ludzi Dobrej Woli o wsparcie i wpłacanie darowizn dla Julki na konto Fundacji Bread of Life:

Fundacja Bread of Life 

Ul. Długa Goślina 1, 62-095 Murowana Goślina

76 1090 1346 0000 0001 1455 5351 – z dopiskiem dla Julki Boguniewskiej 

 

 

Wpłaty z zagranicy: 

Fundacja Bread of Life 

Ul. Długa Goślina 1, 62-095 Murowana Goślina   POLAND 

PL76109013460000000114555351 – z dopiskiem dla Julki Boguniewskiej 
Kod SWIFT: WBKPPLPP

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Mateusz potrzebuje Waszego wsparcia po wypadku, jest w trakcie intensywnej rehabilitacji. Podaruj 1% na jego rehabilitację.

15823041_431114833945509_7781327341969539694_nWiktorek 20 miesięczny cudowny chłopiec z Mózgowym Porażeniem Dziecięcym o przepięknym uśmiechu , którym rozświetla życie swoich bliskich.

Codziennie walczy o kontrolę nad swoich małym ciałem i samodzielne poznawanie świata. Gdy urodził się w 37 tygodniu ciąży z wagą 1975g wszystko było w porządku, jedynie zbyt niska masa urodzeniowa martwiła nas i lekarzy. Zaczęły się badania, próby znalezienia jej przyczyny.

Nagle 6 dni po urodzeniu stało się to czego nigdy nie zapomnimy, lekarze poinformowali nas o wynikach Rezonansu Magnetycznego główki i problemach które znaleźli. Były to podostre krwotoki okołokomorowe ze świeżymi zawałami i zanik istoty białej w pewnej części mózgu itp. To był koszmar, najgorsza wiadomość jaką mogliśmy usłyszeć w swoim życiu. Nasze maleństwo ma ubytki , które są nieodwracalne. Okazało się ,że lekarz ginekolog nie dopatrzył się podczas badań USG w ciąży problemów z łożyskiem , co spowodowało 40% niedotlenienie płodu w trakcie ciąży.

Tak oto nasze dziecko zostało niepełnosprawne przez niedopatrzenie i błąd lekarza któremu ufaliśmy oraz wierzyliśmy , że przeprowadzi całą ciążę bez problemów. Choć wiadomość była straszna lekarze byli nastawieni pozytywnie. Twierdzili , że w przyszłości Wiktor może mieć drobne problemy w postaci sztywnego chodu. Jednak okazało się inaczej. Gdy synek miał 4 miesiące zaczęliśmy zauważać pewne niepokojące odruchy: sztywnienie nóg i rąk, problemy z utrzymaniem główki, żadnych prób chwycenia zabawek, problemy z utrzymaniem się na brzuszku oraz wielki strach i płacz leżąc na pleckach. Rehabilitantka ćwicząc z Wiktorem gdy miał 6 miesięcy stwierdziła u niego bardzo poważne Mózgowe Porażenie Dziecięce.

Byliśmy w szoku. Dlaczego lekarze o tym nie wspomnieli? Czemu żaden neurolog, specjalista nas o tym nie poinformował? Dopiero gdy Wiktor miał skończone 12 miesięcy byli w stanie to stwierdzić ,chociaż rehabilitantka widziała to ok. 6 miesięcy wcześniej. Wtedy zaczęła się nasza walka o lepsze jutro.

Ćwiczenia metodami Bobath , Vojta 4 razy dziennie. Straszliwy krzyk który towarzyszy nam za każdym razem gdy ćwiczymy. Cierpienie synka i frustracja, gdy samodzielnie nie potrafi nic zrobić. Ból w sercu widząc jak najważniejsza i najcudowniejsza osoba w naszym życiu stara się złapać jakąkolwiek zabawkę, ale nie potrafi. Brak kontroli nad własnym ciałem, zaciśnięte piąstki, sztywne kończyny, brak kontroli głowy. Wiktor jest uzależniony od naszej pomocy. Nie jest w stanie zrobić nic samodzielnie, chociaż widać że bardzo by chciał. Nie potrafi mówić, ma duże problemy z jedzeniem. Jako 20 miesięczne dziecko jego rozwój ruchowy lekarze szacują na 4 miesiące. Synek nie jest w stanie utrzymać się na brzuszku, nie potrafi siedzieć , obracać się, leżąc na plecach bardzo się boi, ma odruchy moro które powinny zaniknąć w wieku 6 miesięcy. Cały dzień oprócz przeróżnych ćwiczeń Wiktor przesiaduje u nas na kolanach gdzie bawi się z naszą pomocą.

Jest wtedy bardzo szczęśliwym i wesołym chłopcem ,a to bardzo ważne aby momenty płaczu i cierpienia jakie doświadcza podczas ćwiczeń zapomnieć chociaż na chwilę. Uśmiech na jego twarzy pojawia się bardzo szybko. Chociaż jest pozbawiony jakichkolwiek samodzielnych ruchów , widać ,że jest dzieckiem pełnym życia, szczęśliwym i bardzo kochanym. Pragniemy aby nasz maleńki był w stanie kiedykolwiek samodzielnie usiąść, aby mógł złapać zabawkę, obejrzeć ją, przełożyć z jednej do drugiej rączki. Pomóżcie nam to osiągnąć.

Zbieramy na eksperymentalne leczenie mezenchymalnymi komórkami macierzystymi w Lublinie, które mamy nadzieję poprawią stan ruchowy Wiktorka i zacznie on robić znaczne postępy w rehabilitacji.

Dziękujemy za pomoc rodzice

IMG_20160428_161919-200x200 MB-8755-200x200