Moja mama Joanna 9 stycznia br. doznała udaru krwotocznego do mózgu z powodu pęknięcia tętniaka (o którym nikt nie wiedział). Straciła przytomność w łazience. Pogotowie przyjechało szybko, ale na SORze udzielono jej pomocy po 2 godzinach, a na stół operacyjny zabrano ją dopiero po 12 godzinach w innym szpitalu… Niestety w przypadku udaru liczy się czas. Po embolizacji tętniaka (zamykania krwawienia), po 2 dniach spróbowano mamę wybudzać ze śpiączki farmakologicznej. Pomimo wybudzenia, mama pozostaje przytomna, ale nieświadoma.

W tej chwili, liczy się rehabilitacja, która dostarcza do mózgu bodźców oraz zapobiega znieruchomieniu stawów. Im więcej bodźców, tym większa szansa na odbudowanie się ścieżek neuronów, a co za tym idzie odzyskanie przez mamę świadomości.

Mam 27 lat. Staram się być u mamy codziennie, pielęgnować ją, pobudzać, przemawiać do niej, jednak samej jest mi ciężko rehabilitować mamę, jeszcze pracować i zajmować się domem i babcią.

Wszelkie oszczędności przeznaczam na mamę, ale one się kończą.

Potrzebna jest Wasza pomoc, aby zapewnić mamie kontynuację profesjonalnej rehabilitacji.

Może dzięki Wam będzie mi dane znów z mamą rozmawiać, spacerując po lesie z psem.

 

Uwaga! Koniec strony ;)